Komisarz Lew i kajdanki - dzieciaki w Lubinie sprawdzały, jak działa policja

Komisarz Lew i kajdanki - dzieciaki w Lubinie sprawdzały, jak działa policja

Radiowozy otwarte na oścież, maskotka w mundurze i prawdziwe kajdanki - lubińscy policjanci przez kilka dni zamieniali się w przewodników po swoim świecie. Dzieci wchodziły do policyjnych aut, przytulały pluszowego lwa i zabierały do domu coś, co może uratować im życie.

Od końca maja do 2 czerwca powiat lubinski rozbrzmiewał śmiechem dzieci. Szkoły, przedszkola, wójtowie i sołtysi organizowali festyny z okazji Dnia Dziecka, a funkcjonariusze z Komendy Powiatowej Policji w Lubinie pojawiali się na każdym większym wydarzeniu. Nie zabrakło ich w żadnej gminie.

Policjantka z zespołu do spraw profilaktyki społecznej wraz z dzielnicowymi tłumaczyli najmłodszym, jak przetrwać drogę do szkoły. Rozmawiali o pieszych i rowerzystach - tych niechronionych uczestnikach ruchu, którzy zginają statystyki wypadków. Dzieci dowiedziały się, dlaczego kask na głowie to nie kaprys rodziców i dlaczego odblask nie jest tylko zdobą.

Bo to właśnie odblaski stały się policyjnym darem. Zawieszki, szelki, plecaki - lubińscy funkcjonariusze rozdawali je setkom dzieci. Każdy element trafiał w ręce razem z wyjaśnieniem: widoczny pieszy to żywy pieszy.

Największą frajdę - jak podaje KPP w Lubinie - sprawiały jednak radiowozy. Dzieci wchodziły do środka, dotykały sprzętu, zadawały pytania. A potem przytulały Komisarza Lwa, maskotkę dolnośląskiej policji, która - zdaniem funkcjonariuszy - skradła serca publiczności.

To klasyczna taktyka profilaktyczna: zdobyć zaufanie, zanim trzeba będzie karać. Lubińska policja wie, że dziecko, które raz usiadło w radiowozie i dostało pluszaka, potem łatwiej zadzwoni na 997 albo przyjdzie z problemem. W tym wypadku inwestycja w odblaski i maskotki to inwestycja w przyszłe zgłoszenia - a może i w to, by te dzieci nigdy nie znalazły się po drugiej stronie policyjnego biurka.

na podstawie: Policja Lubin.