90 lat i wciąż za kierownicą. Senior z Obory zaskakuje energią

90 lat i wciąż za kierownicą. Senior z Obory zaskakuje energią

W Oborze trudno było uwierzyć, że za stołem siedzi 90-latek, który nadal prowadzi samochód i sam zbiera czereśnie z drzewa. Piotr Szcześniak przyjął gości z tortem, kwiatami i własnym poczęstunkiem, a zwykła wizyta szybko zamieniła się w serię wspomnień. Wójt Norbert Grabowski i sołtys Krzysztof Kandut przyszli z życzeniami, ale to jubilat przez większość czasu rozdawał dobry humor. Najbardziej zaskakiwało jedno – mimo dziewięćdziesiątki pan Piotr wciąż nie odpuszcza ani kierownicy, ani ogródka.

  • W domu jubilata najpierw pojawił się tort, a potem sok z czereśni
  • Jak szewc z Obory został kierowcą na całe życie
  • Akcja „Wisła”, ogródek i recepta na spokojne lata

W domu jubilata najpierw pojawił się tort, a potem sok z czereśni

Piotr Szcześniak zadbał o gości tak, jakby to on był gospodarzem całego spotkania. Na stole pojawił się poczęstunek, a obok niego własny sok z czereśni, którym jubilat częstował przyjezdnych z wyraźną satysfakcją. W tym roku drzewa – jak sam podkreślał – urodziły wyjątkowo dobrze.

– Niedawno wszedłem jeszcze na dziką czereśnię przy polnej drodze. Przywiązałem się do drzewa, nazbierałem całe wiadro owoców i zrobiłem sok – mówił z uśmiechem.

Taka opowieść najlepiej pokazuje, z jaką energią obchodził swoje 90. urodziny. Nie było tu pozy do pokazania się przed gośćmi, raczej naturalna swoboda człowieka, który nadal lubi być w ruchu i sam o siebie zadbać.

Jak szewc z Obory został kierowcą na całe życie

Choć z wykształcenia pan Piotr jest szewcem, zawodowo niemal całe życie spędził za kierownicą. Prawo jazdy zdobył podczas służby wojskowej w jednostce lotniczej w Słupsku , a po powrocie do domu trafił do pracy jako kierowca w PGR-ze. Sam wspomina ten czas bez złudzeń, ale z charakterystycznym dla siebie humorem.

– Mówili, że będzie dobra praca. Zarabiało się nieźle, ale jeździło się po osiemnaście godzin, i to przysłowiowy „świątek, piątek i niedzielę”. Takie były czasy – opowiadał.

Do dziś prowadzi samochód, choć ostatnie badania lekarskie dały mu uprawnienia tylko na trzy lata. Na to reaguje z uśmiechem i nie ukrywa, że liczy na więcej czasu za kierownicą. W jego przypadku to nie tylko ciekawostka, ale też znak niezależności, którą widać w każdym fragmencie jego życiorysu.

Akcja „Wisła”, ogródek i recepta na spokojne lata

Historia pana Piotra splata się także z powojennymi losami wielu mieszkańców Dolnego Śląska. Do Obory trafił jako jedenastoletni chłopiec razem z rodzicami w ramach Akcji „Wisła”. Przyjechali z okolic Krynicy, a wojenne doświadczenia i dzieciństwo w drodze wciąż pozostają w jego pamięci.

Nie założył własnej rodziny, ale samotność nie stała się dla niego ciężarem. Jest dobrze znany w Oborze, lubiany za otwartość i kontakt z ludźmi. Krzysztof Kandut wspominał, że odwiedzał go jeszcze jako dziecko.

– Dziadek grał z nim w karty, a ja oglądałem bajki. Takich ludzi się po prostu pamięta – mówił sołtys.

Jubilat do dziś dogląda ogródka, w którym rosną pomidory, ogórki i cebula. Zapytany o to, skąd bierze siły, odpowiedział krótko: nie pił alkoholu, a jeśli już wymagały tego okoliczności, sięgał tylko po symboliczny kieliszek. Wójt Norbert Grabowski zwrócił uwagę nie tylko na energię 90-latka, ale też na jego samodzielność i zapowiedział pomoc przy uporządkowaniu terenu zielonego wokół domu.

– Takie wsparcie dla naszych seniorów jest czymś naturalnym i po prostu po ludzku potrzebnym – powiedział wójt.

Na koniec solenizant sam złożył życzenia wójtowi, życząc mu co najmniej 110 lat. W Oborze taki żart zabrzmiał jak najlepsze podsumowanie spotkania – z dystansem, pogodą ducha i bez cienia pośpiechu.

na podstawie: Gmina Lubin.