Sen i pandemia na scenie. Teatr z Krzeczyna Małego poruszył widzów

Sen i pandemia na scenie. Teatr z Krzeczyna Małego poruszył widzów

W Krzeczynie Małym ciemność na scenie nie straszyła, tylko wciągała coraz głębiej w opowieść. Premiera spektaklu „W ciemności, czyli co by było, gdyby nie było” połączyła humor z niepokojem i zostawiła po sobie więcej pytań niż prostych odpowiedzi. Teatr ze Świetną Nazwą prowadził widzów przez sny, epilog i świat, w którym rzeczywistość co chwilę wymykała się spod kontroli. Za całość odpowiadała Gabriela Donczew, a zespół aktorski dołożył do tej historii wyraźne emocje.

  • Trzy sny i epilog zbudowały historię o świecie bez pewnych granic
  • Gabriela Donczew poprowadziła zespół przez wieczór pełen emocji

Trzy sny i epilog zbudowały historię o świecie bez pewnych granic

Przedstawienie zostało ułożone jak sen, który nie chce się skończyć. Trzy akty i epilog prowadziły przez opowieść o granicach rozmytych między tym, co realne, a tym, co pojawia się tylko na moment i znika zaraz po przebudzeniu. W centrum znalazły się wielkie pandemie, ale nie jako suchy temat historyczny, tylko jako punkt wyjścia do pytania o człowieka w chwili próby.

Spektakl nie szukał prostych odpowiedzi. Zamiast tego stawiał na mocną formę, lekki dystans i humor, który potrafił rozładować napięcie, a po chwili znów przywracał powagę. To właśnie ten kontrast sprawił, że wieczór nie był tylko scenicznym ćwiczeniem z wyobraźni, ale też próbą spojrzenia na lęk, odporność i codzienność z innej strony.

Gabriela Donczew poprowadziła zespół przez wieczór pełen emocji

Za napisanie historii, reżyserię i dopięcie całości odpowiadała Gabriela Donczew. To jej wizja spoiła rozrzucone obrazy w jedną, wyrazistą całość. Na scenie pojawili się Beata Satława, Teresa Rupniak, Renata Lelo, Dorota Paryle, Martyna Opałacz, Emilia Łuczyńska, Ewa Sobotko, Kamil Szmalenberg i Michał Sobotko.

Każde z tych nazwisk dopisało do spektaklu własny ton. Jedni budowali napięcie, inni wnosili lżejszy oddech, ale razem stworzyli zespół, który umiał utrzymać uwagę do samego końca. Ośrodek Kultury Gminy Lubin podziękował wszystkim, którzy dali się porwać tej sennej, miejscami szalonej opowieści. I właśnie taki ślad zwykle zostają po najlepszych premierach – nie tylko wspomnienie scen, lecz także poczucie, że przez chwilę oglądało się coś naprawdę żywego.

na podstawie: Gmina Lubin.